Jakość powietrza
Stopień jakości powietrza Bardzo dobra
Legenda
  Bardzo dobra
  Dobra
  Umiarkowana
  Brak danych
  Dostateczna
  Zła
  Bardzo zła
tabelka scrollowana
Czujniki GIOŚ NO2 CO O3 SO2
ul. Sienkiewicza   20.55   531.73   46.69   9.47
PM2.5 PM10
ul. Sienkiewicza   -   17.59
Czujniki o mniejszej dokładności:
Kamieniec   15.25   20.05
Józefa Piłsudskiego   15.71   21.22
Tytusa Chałubińskiego   9.98   13.06
Kuźnice   10   12.98
Szkoła Podstawowa w Kościelisku   15.55   21.59
Wszystkie odczyty podawane są w µg/m3
Partner: Partner
Pt. 14.08 23:00
Zachmurzenie
17° / 16° pochmurno z przejaśnieniami
Sob. 14:00
Deszczowo
22°
Nd. 14:00
Deszczowo
18°
Pon. 14:00
Deszczowo
23°
Wt. 14:00
Deszczowo
19°
Śr. 14:00
Deszczowo
17°
Zdjęcie promujące Zakopane

Pasterstwo jest jedną z form gospodarowania rolniczego – formą najdawniejszą – znaną nie tylko z terenów górskich. Pożytki uzyskiwane z pasterstwa zapewniały wyżywienie i ubranie, a więc spełnienie podstawowych warunków przeżycia. W górach pasterstwo ma swoisty wymiar, uzależniony od warunków naturalnych. Pasterstwo tatrzańskie zaś w powszechnej świadomości urosło niemal do rangi symbolu.

Pasterstwo w Tatrach, podobnie jak i w innych rejonach Karpat, swą specyfikę zawdzięcza Wołochom, przodkom dzisiejszych Rumunów, ludowi na pół koczowniczemu, który z terenów dawnych rzymskich prowincji bałkańskich we wczesnym średniowieczu zaczął przemieszczać się ku północy. Jakimi drogami pasterska kultura wołoska dotarła w Tatry – nie wiadomo. Istnieją w tej kwestii trzy główne teorie. Pierwsza, najbardziej rozpowszechniona twierdzi, że Wołosi wędrowali grzbietami Karpat i w końcu, ze swoimi stadami kóz i owiec, dotarli w Tatry. Druga – będąca modyfikacją pierwszej – uważa, że wędrówki, owszem były, ale w Tatry dotarli nie sami Wołosi, lecz ludność ruska, która zwyczaje i technologie pasterskie przejęła gdzieś na wschodzie i "przekazała" je dalej. Trzecia teoria zakłada, że wpływy wołoskie na obszar Słowacji, Moraw i w Tatry dotarły nie wzdłuż łuku karpackiego, ale wprost od południa. Ma o tym świadczyć to, że większość elementów uznawanych za "wołoskie" przywędrowała na Podhale ze Słowacji. Wskazuje się też na dowody lingwistyczne. Na przykład nazwa najważniejszego "stanowiska" w czasie wypasu – baca, po słowacku brzmi bača, a po rumuńsku báci, podczas gdy we Wschodnich Karpatach (np. u Hucułów) nasz baca to walach. Z punktu widzenia współczesnej wiedzy naukowej ta ostatnia możliwość jest najbardziej prawdopodobna, ale zapewne na zawsze pozostanie jedynie teorią.


Zakres i rozmiary gospodarki pasterskiej w różnych okresach były różne. Całe Tatry Zachodnie i całe Tatry Bielskie zamieniały się w ogromne pastwiska; w Tatrach Wysokich w kilku dolinach, szczególnie od strony południowej, wypasu nigdy nie prowadzono. W szczytowych okresach w Tatrach Słowackich (okres międzywojenny) wypasano 10 tys. owiec, 4 tys. wołów, 400 krów i jałówek i 500 koni. Pasterstwem zajmowało się tam około 360 osób, a liczbę rozmaitych zabudowań pasterskich (szałasów i szop) szacuje się na 100–180. Największy wypas po stronie polskiej istniał tuż po drugiej wojnie światowej – w naszych Tatrach przebywało wówczas około 30 tys. owiec i 3 tys. krów i jałówek; było około 800 pasterzy, szałasów i szop pasterskich było 300–360. Po utworzeniu w Tatrach parków narodowych (słowacki TANAP – 1947, polski TPN – 1954) pasterstwo, choć nie natychmiast (w TPN dopiero w r. 1978), znikło. W Tatry Słowackie nie wróciło nigdy, w polskie zagościło ponownie w 1981 r. w postaci tzw. wypasu kulturowego.


Pierwotne pasterstwo nie naruszało równowagi ekologicznej tatrzańskiej przyrody. Wprawdzie pasące się zwierzęta wpływały na zmiany roślinności na użytkowanych obszarach przez "niszczenie" jednych gatunków i stwarzanie dogodnych warunków dla rozszerzania się innych, ale było to oddziaływanie lokalne, nierzutujące na ogólny obraz przyrody. Dopiero "przemysłowe" pasterstwo, w Polsce szczególnie w latach wojny i bezpośrednio po niej, przyczyniło się do dewastacji Tatr. Naturalne procesy przyrodnicze nie były w stanie zrekompensować strat powodowanych przez tysiące owiec, nastąpiło zachwianie delikatnej równowagi, a skutki mimo upływu dziesiątków lat są widoczne tej pory.


Z drugiej jednak strony kilkuwiekowe gospodarowanie w Tatrach spowodowało wzbogacenie i powstanie nowych ekosystemów, zwiększyło "bioróżnorodność" Tatr. Czy takie zmiany, jakby nie było wywołane przez człowieka, są dobre? Fachowcy dyskutują... Faktem jest, że nieużytkowane i nienawożone polany zarastają, roślinność łąkowa – w tym znane wszystkim krokusy – jest wypierana przez ekspansywną roślinność ekosystemów leśnych, Tatry tracą walory krajobrazowe.


"Wypas kulturowy" nie jest – jak wielu uważa – wyłącznie ukłonem w stronę górali i daniem im możliwości dodatkowego zarobku. Obok zachowania tradycyjnych zwyczajów i technologii pasterskich związanych z pradawnymi sposobami gospodarowania, celem jest zachowanie półnaturalnych ekosystemów łąkowych i cennych gatunków roślin i zwierząt, które tu znajdują warunki do życia, niemożliwe do znalezienia w innych miejscach. Wypas kulturowy prowadzony jest na wybranych polanach, baców – "kierowników wypasu", wspierają juhasi i tradycyjne pasterskie psy – owczarki podhalańskie. Wszystko musi odbywać się jak dawniej: musi być zachowany dawny "zwyk" – zwyczaj i obrzędy, pasterze muszą być ubrani w tradycyjne odzienie, posługiwać się gwarą. Baca zawiera z Tatrzańskim Parkiem Narodowym umowę, w której zobowiązuje się do odpowiednich zachowań i która reguluje szczegóły zasad wypasu. Bacowie to ludzie doświadczeni, często z rodzin, w których pasterska tradycja przechodziła z ojca na syna. Dodatkowo mają ukończony kurs bacowski, czyli kwalifikacje są potwierdzone formalnie. Obecnie (2010 r.) w Tatrach wypasa ośmiu baców, którzy mają pastwiska o łącznej powierzchni około 150 ha. Są to polany: Rusinowa, Kopieniec, Wielka Polana Kuźnicka, Kalatówki, Wyżnia Kira Miętusia, Huty Lejowe i Chochołowska.


Sezon wypasowy dostosowany jest do kapryśnego tatrzańskiego lata. Zaczyna się w dzień św. Wojciecha (23 kwietnia), kończy zaś w św. Michała Archanioła (29 września). Wiosną w góry rusza redyk, czyli uroczyste wyjście stada na halę. Stado tworzą owce powierzone bacy przez wiejskich gospodarzy, którzy są właścicielami zwierząt, i którzy przetrzymują je przez zimę w swoich obejściach. Latem pasą się wspólnie, a baca z gospodarzami rozlicza się z mleka i wyprodukowanego z niego sera proporcjonalnie do ilości owiec. Baca to postać bardzo ważna: odpowiada za zwierzęta i ludzi, pełni funkcję lekarza i maga, który odpędza złe moce. Czary wcale nie odeszły w zapomnienie i do dziś stanowią autentyczną część zwyczajów pasterskich. Baca do pomocy ma juhasów i młodszych – honielników. Praca jest niezwykle ciężka, zaczyna się przed świtem i kończy długo po zmroku.


Całe wyposażenie konieczne do gospodarowania były własnością bacy. Gospodarstwem na hali jest bacówka – szałas zbudowany według ściśle określonych zasad. Najbardziej prymitywne koliby budowano z kamienia: w Tatrach zachował się tylko jeden, w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Bardziej "nowoczesne" były drewniane, dwuizbowe, z miejscem na watrę – bezustannie płonące ognisko.


Najbardziej znanym produktem pasterskim jest oscypek. Głośno o nim ostatnio z powodu zarejestrowania go jako wyrobu regionalnego w urzędach Unii Europejskiej. "Prawdziwy" oscypek powstaje z mleka owczego, choć często miesza się je z krowim. Owce na hali dojone są w okresie wiosennym trzy razy, pod koniec lata dwa, a jesienią jeden raz dziennie. Świeże mleko cedzone jest przez lniane płótno – "satę" – do "puciery", czyli rodzaju dużej drewnianej beczki. Na płótno koniecznie trzeba położyć cetynę, która odpędzała "złe". Do mleka baca dawniej dodawał klog – wysuszoną zawartość cielęcych żołądków, dziś podpuszczkę. Zawarte w niej enzymy ścinają – "klagają" – białko i mniej więcej po pół godzinie mieszania mleka powstaje z niego zbita, serowa masa. "Ferulą", drewnianym kijem, rozbija się ją na mniejsze grudy, z których ręcznie formuje owalne kule. Te wrzuca się do gorącej osolonej wody. Po pewnym czasie bryły odciska się z serwatki i serowym kulom, w drewnianej formie – "oscypiorce", nadaje charakterystyczny wrzecionowy kształt z odciśniętym na środku walcowatym wzorem. Oscypek trafia teraz do solanki, w której leży około 24 godzin. Następnego dnia sery układane są wysoko, pod powałą szałasu, gdzie wędzą się w dymie płonącego w szałasie ogniska. Na specjalne okazje owczy ser wyciskano w drewnianych foremkach nadając mu kształt zwierząt – jelonków, kogutów, baranków. Kiedyś podobizny te miały znaczenie magiczne, później były miłym podarunkiem dla dzieci i dziewcząt, zwanymi "redykołkami" i rozdawanymi w czasie jesiennego "redyku" – powrotu owiec z hali do wsi.


Zbigniew Ładygin
Tatrzański Park Narodowy

Źródło: www.tpn.pl